Ochraniacze do łóżeczka – fakty i mity

W sieci krąży wiele pozytywnych opinii na temat zastosowania ochraniaczy do łóżeczka dziecięcego. Dla przeciwwagi pojawia się także szereg niepochlebnych opinii. Gdzie leży prawda? Jakie są najczęściej przytaczane fakty i mity związane z tym gadżetem?

Ochraniacz do łóżeczka – kiedy jest przydatny?

Ochraniacz do łóżeczka służy w głównej mierze jako zabezpieczenie powierzchni do spania. Ma za zadanie stanowić miękką barierę pomiędzy Maluchem a szczebelkami łóżeczka. Nieco starsze dziecko przemieszczając się w łóżeczku w trakcie snu, może boleśnie zderzyć się z twardymi szczebelkami główką, nóżką czy rączką. W starszych modelach łóżeczek dla dzieci ochraniacz także świetnie spisywał się jako blokada przed zaklinowaniem główki pomiędzy szczebelkami. Te fakty zdecydowanie przemawiają za użyciem ochraniacza do łóżeczka. Poza tym osłonięte łóżeczko nie rozprasza tak bardzo Malucha różnorodnymi bodźcami z zewnątrz. Pozwala zachować spokój i wyciszyć się. Zapewnia spokojny sen i miękkie „zderzenie” w razie zmiany pozycji.

Ochraniacz – co z tym bezpieczeństwem?

Jednak wielu sceptyków przekonuje, że ochraniacze są bardzo złym wyborem, dlaczego? Pierwszym argumentem, na który się powołuje część osób, jest odizolowanie dziecka od życia toczącego się poza łóżeczkiem. Co odważniejsi nazywają to nawet więzieniem. Jednak kluczowym argumentem jest powoływanie się na amerykańskie badania, które nie wpływają pozytywnie na odbiór tego gadżetu.

Wróćmy na chwilę to początku. Ochraniacze do łóżeczka nie są produktem innowacyjnym, żadnym nowym wynalazkiem, czy ultra niesamowitym hiper fantastycznym produktem o super mocach. Jednak przydać się mogą i to bardzo. Wiele, wiele lat temu, już w kołyskach stosowano pierwszego rodzaju ochraniacze. Gdy pojawiły się statyczne łóżeczka o szerokim rozstawie szczebelków, można śmiało rzec, iż ratowały nie tylko zdrowie, ale i niekiedy życie Malucha. Rozstaw był bowiem na tyle duży, że z łatwością mogła utknąć pomiędzy szczebelkami głowa, a szamoczący się bobas mógł się nawet udusić!

Dzisiaj szczebelki w łóżeczkach są bardzo gęsto rozsiane i nie ma mowy, aby utknęła w nich główka. Jednak nadal szanse na złamanie rączki lub nóżki Malucha są spore. W najlepszym przypadku może skończyć się na strachu, stresie i bólu poturbowanej kończyny, która zaklinowała się wśród szczebelków. Sceptycy twierdzą, że ochraniacz wcale nie uchroni Malucha od bólu głowy, gdy uderzy w szczebelki. Jednak ten mit możemy zdecydowanie obalić dzięki ochraniaczowi Jukki.

Ochraniacz Jukki – więcej informacji

Ochraniacz dostępny w sklepie Jukki wykonany jest w 100% z wysokogatunkowej, mięciutkiej bawełny. Jakość wykonania spełnia także najwyższe wymogi. Nie jest to produkcja fabryczna, masowa, a ręczna manufaktura. Zapewnia to dbałość o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół i daje gwarancje bezpieczeństwa użytkowania. Z zewnątrz ochraniacz to miękki i delikatny produkt, we wnętrzu skrywa elastyczną włókninę poliestrową stanowiącą ekologiczne wypełnienie. Użyte materiały zapewniają odpowiedni poziom cyrkulacji powietrza. Dzięki temu Maluszek oddycha i czuje się swobodnie w otoczeniu mięciutkiego ochraniacza. Co ważne, troczki użyte do przytwierdzenia ochraniacza do łóżeczka stanowią stabilne i bezpieczne mocowanie. W ochraniaczu do łóżeczka Jukki zastosowano aż 8 sztuk troczków po 25 cm każdy. Produkt jest nie tylko estetycznie wykonany, ma także certyfikacje w normie Oeko-Tex Standard 100.

Dla pewności – raz jeszcze o bezpieczeństwie

Ochraniacze spełniają zasadniczą funkcję – chronią Malucha przed urazami, których może się nabawić w łóżeczku. To daje gwarancję bezpieczeństwa niemowlaka i spokoju rodziców. Możecie bez obaw pozostawić dziecko w pokoju, gdyż leżąc w łóżeczku, nie zrobi sobie krzywdy. Ale czy na pewno? Tutaj wkraczają ponownie argumenty przeciwników produktu. Malkontenci powołują się na statystyki ze Stanów Zjednoczonych a propos śmierci w łóżeczku przez ochraniacze. Grzmią na forach opinie, że w Chicago zakazano całkowicie używania ochraniaczy na łóżeczka; że ochraniacz może spowodować SIDS (Sudden Infant Death Syndrome – nagła śmierć łóżeczkowa).

Ciężko obok takich zarzutów przejść obojętnie, jednak nie można popadać ze skrajności w skrajność. Trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników, które w równorzędny sposób mogą przyczynić się, choćby do SIDS. Są nimi wszystkie (uwaga!) zbędne rzeczy, stanowiące wyposażenie łóżeczka. Może być to zabawka, kocyk, poduszka, pieluszka, czy ochraniacz. Nie oznacza to, że Maluszek ma leżeć w pustym łóżeczku na surowym materacu. Kluczem jest umiar i zdrowy rozsądek. Fakt, że dziecko może się udusić, gdy główka znajdzie się pomiędzy materacem a ochraniaczem. Jednak, równie dobrze może to nastąpić, gdy naciągnie sobie kołderkę na głowę. Wyolbrzymianie problemów jest większym problemem niż ów problem co do zasady. Jak grzmi raport amerykańskich Centrów ds. Prewencji i Przeciwdziałania Chorobom absolutnie konieczne jest, usunięcie z łóżeczka zarówno poduszki, kocyka, kołderki, pluszaków, innych zabawek, pieluszek i ochraniaczy.

Jak groźny zatem może być ochraniacz? Wiele osób twierdzi, że niesamowicie. Statystyki wypadają znacznie lepiej. Ciężko w ogóle odnaleźć jakaś wiarygodną liczbę, mówiącą o tym, ile dzieci poniosło śmierć na skutek użytkowania ochraniacza. Jednak ile Maluchów zmarło w USA na skutek uduszenia zabawką, można odkryć bez problemu (ok. 700). Bardziej działa tu efekt wywoływania sztucznej paniki. Natomiast, jeśli nadal masz obawy przed zastosowaniem ochraniacza, możesz umieszczać Maleństwo w łóżeczku w kokonie Jukki. Grube burty otulinki nie pozwolą dziecku, na zbyt szeroką trajektorię zmiany pozycji.

Twoj adres e-mail nie będzie opublikowany. Pole wymagane *